Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
TK - fragment
09-10-2009, 12:52 PM (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-10-2009 11:48 PM przez matusiek3.)
Post: #1
TK - fragment
Gdy dotarli do szkoły już robiło się ciemno. Drzwi były zamknięte, więc nacisnęli dzwonek. Po kilkunastu sekundach drzwi otworzyły się i na zewnątrz wysunęła się wystraszona twarz pana Sylwestra.
– Zawał mnie tu kiedyś nocą trafi – stęknął. – Czego chcecie?
– Scotland Yard – powiedział Net, pokazując swoją legitymację szkolną. – Mamy powody przypuszczać-
– Och, przestań – syknęła Nika, a Felix podał panu Sylwestrowi glejt od dyrektora.
– Róbcie co chcecie – odparł stróż, przejrzawszy kartkę – ale wchodzicie na własną odpowiedzialność. Ja się nie ruszam z portierni, co by się nie działo. A dzieją się nieraz… dziwne rzeczy. Po tym wszystkim, co mnie tutaj spotkało, najwyżej karetkę mogę wezwać…
Wprowadził ich do środka i zapalił światło w hallu. Był sześćdziesięcioletnim, łysiejącym mężczyzną. Miał szczupłą twarz, z którą kontrastował całkiem spory brzuch.
– Jakie na przykład rzeczy?… – zapytał Net, tracąc dobry humor.
Pan Sylwester nachylił się do niego i zmrużył oczy.
– Ten budynek nocą zamienia się w… w coś zupełnie innego niż za dnia. – Jego głos drżał. Wyjrzał strachliwie na korytarz, zakończony z obu stron schodami na piętro i do piwnicy; te do piwnicy tonęły w mroku. Otworzył usta, by coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował i wrócił za ladę portierni. Pokręcił głową, machnął ręką i włączył telewizor.
– Róbcie co chcecie – powtórzył i stracił zainteresowanie wszystkim w około.
Na ladzie stało duże pudełko z kredą, przygotowaną już na wypadek, gdyby znów w nocy zniknęła. Nie było to najrozsądniejsze miejsce, bo złodziej zapewne rabunek zacząłby właśnie od niej.
Przyjaciele odeszli kilka kroków.
– Schizofrenia paranoidalna – mruknął Felix. – Ma przywidzenia i wydaje mu się, że coś się dzieje naprawdę.
Weszli na pierwsze piętro. Długi korytarz tonął w półmroku. Jedynym oświetleniem były latarenki ze szkolnego patio, malujące na suficie żółtawe trapezy. Net sięgnął do włącznika światła, ale Felix złapał go za rękaw. Podeszli do drzwi sali chemicznej i chwilę słuchali. W powietrzu czuć było delikatny zapach spalenizny.
– Sądzę, że już go tam nie ma – szepnął Felix. – Ma do obskoczenia wszystkie sale.
Wyjął z plecaka klucz uniwersalny i wetknął go w zamek. Brzęczenie mechanizmu zabrzmiało w nocnej ciszy jak wiertarka udarowa. Felix nacisnął klamkę i powoli otworzył drzwi. Przyjaciele wstrzymali oddech i zajrzeli do środka.
Powietrze było lekko zadymione, ale poza tym sala wyglądała jak przedtem. Na pierwszy rzut oka nie było w niej nikogo. Nika podeszła do tablicy i zajrzała do rynienki. – Pusto – szepnęła, po czym przyjrzała się ścianie poniżej. Felix przyświecił jej małą latarką. Na ścianie wyraźnie widać było wilgotny pasek, który schodził na podłogę. Wił się i rozdzielał na kilka cieńszych i znów łączył, wreszcie znikał za drzwiami. Nachylili się nad nim.
– Na drugim końcu tego śladu jest kredokrad… – powiedział Net i szybko dodał. – Jutro to wszystko przemyślimy i wrócimy ze wsparciem.
– Wysycha… – powiedział Felix, nie zwracając na niego uwagi. – Chodźcie!
Wyszli z sali.
– Tylko, żebyście potem nie mówili, że was nie ostrzegałem… – zaznaczył Net, starając się nie zostawać w tyle.
– Stań tutaj i świeć – powiedział do niego Felix i wręczył mu latarkę. Sam cofnął się o kilka kroków i przykucnął. Pod tym kątem w świetle latarki widać było wyraźnie, że podłoga korytarza pokryta jest siecią wolno wysychających, krętych ścieżek różnej szerokości.
– Blee… One się lepią – zauważyła Nika, podnosząc but.
– I powoli stają się niewidoczne. – dodał Felix. – W ten sposób nie wytropimy kredokrada. Ślady pewnie prowadzą do wszystkich sal na tym piętrze.
– Stokrotka chciał, żebyśmy wyjaśnili sprawę, a nie łapali sprawcę – wtrącił nieśmiało Net.
– Jest tylko jeden sposób – powiedział Felix. – Musimy znaleźć salę, w której jest jeszcze kreda i tam się zaczaić.
Weszli na drugie piętro. Ani na schodach, ani na korytarzu nie było mokrych śladów. Wybrali pierwszą z brzegu salę i weszli do środka. Kreda leżała nie naruszona na swoim miejscu. Usiedli po ciemku na krzesłach pod oknem i zauważyli, że ściana za koszem na śmieci jest lekko okopcona.
– Już wiem, jakie będzie następne zlecenie od Stokrotki – powiedziała Nika.
Zaczęli się gapić na drzwi, ale nic się nie działo.
– Co zrobimy, jak kredokrad wejdzie do sali? – odezwał się po paru minutach Net. – Krzykniemy „A ku-ku!”, a on wtedy odpowie „O kurcze! Ale wpadłem”?
– Tej części planu jeszcze nie obmyśliłem – przyznał Felix.
– Ale to jest najważniejsza część planu.
– Sam powiedziałeś kiedyś ?czym byłoby życie bez odrobiny ryzyka?.
– Ale to było w dzień! A odrobina ryzyka to jest wtedy, jak zjesz przeterminowany jogurt.
– Chcesz wracać do domu? – zapytał Felix.
– Nie zostawię was tu samych!
– To przestań zrzędzić.
– Lepiej się czuję, jak narzekam. W końcu jestem Polakiem…
– Możecie być ciszej? – przerwała im wreszcie Nika. – Wystraszycie go.
– Mam nadzieję… – mruknął pod nosem Net.
Coś błysnęło. Przyjaciele umilkli i zagapili się na kosz, w którym właśnie pojawiły się płomienie. Felix pierwszy się zerwał, wyciągnął z plecaka butelkę z resztką wody mineralnej i wylał ją do kosza.
Nie wystarczyło.
– Gaśnica! – krzyknęła Nika, wskazując obok drzwi.
Net podbiegł, chwycił gaśnicę i zaczął ją obracać i oglądać ze wszystkich stron.
– Co się z tym robi?! Jak to się włącza?!
– Zerwać plombę, wcisnąć przycisk, puścić i znów wcisnąć
– wyjaśnił szybko Felix.
Net szarpał się chwilę z gaśnicą, po czym wypuścił w sufit chmurę piany. Zanim opanował gaśnicę, opryskał drzwi, spory fragment ściany, szafę, okno i kilka lamp sufitowych. Net i Nika schowali się pod ławką, gdy biały strumień przeciął powietrze nad ich głowami. Wreszcie Net wcelował w kosz i pożar został ugaszony.
Przyjaciele stanęli na środku sali, wśród opadających fragmentów spalonego papieru i piany skapującej z sufitu.
– Ups… – stęknął zmachany Net. Odstawił gaśnicę. Po zastanowieniu starł z niej jeszcze rękawem odciski palców.
Nika wolno podeszła do tablicy, nie tkniętej przez pianę.
– Zobaczcie… – szepnęła dziwnie stłumionym głosem.
Chłopcy podeszli do niej i spojrzeli w rynienkę. Była pusta.

Źródło : http://rafalkosik.com
Do pobrania : http://fnin.eu
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz 


Skocz do:


Kontakt | Felix Net i Nika | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS