Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
BSR - fragment
09-10-2009, 12:46 PM
Post: #1
BSR - fragment
Wyszli przed budynek, na wprost zdającej się pochłaniać światło karocy.
– Ten pojazd mnie przeraża – stwierdził Net. – Boję się, że nas przeżuje, połknie i przetrawi.
– Albo to, albo włazimy na samą górę – stwierdził Felix.
– … gdzie będzie nie podłączony guzik. – Net podszedł i nacisnął klamkę drzwi karocy. – Dziewczyńskie sny nie mają zbyt dobrej instalacji elektrycznej.
Ledwo usiedli, karoca ruszyła ostro. Wjechali miedzy niższe budynki. Minęli kawiarnię o wdzięcznej nazwie „Randkowianka”, restaurację „Pogadanka”, dyskotekę „Przytulanka” i parę budynków, których nazw nie zdołali przeczytać z powodu rosnącej prędkości. Dalej był las.
– I jak? – Białozłota ryba wypluła się sama na fotel na wprost Niki. – Niemiły sen, co?
Dziewczyna obrzuciła rybę niechętnym spojrzeniem i nic nie odpowiedziała. Ryba przeniosła więc wzrok na Neta.
– A może chcecie wylądować we śnie Geralda? – zapytała, świdrując go spojrzeniem.
– Sami wybierzemy sen, w którym wylądujemy – oświadczył Felix. – To proste, wystarczy się skupić.
– Pewnie chcielibyście znaleźć się we własnych snach? Niestety, nic z tego. Zablokowałam je i nie macie do nich dostępu.
– Spływaj – Felix machnął ręką.
Ryba wzruszyła płetwami i, z nieprzyjemnym mlaśnięciem, zjadła się.
Chwilę później karoca zatrzymała się, a przyjaciele z ulgą wysiedli. Otoczenie było… nieokreślone. Dziwna sprawa, ale tak należało to nazwać. Choć rozglądali się, nie potrafili stwierdzić, gdzie się znajdują, ani co ich otacza. Przypominało to przeglądanie gazety w obcym języku. Jedno tylko było oczywiste:
– Coś tu nieziemsko wali! – Net zatkał nos. – Jak w domu kolekcjonera zdechłych krów.
– Gdzie? – zdziwił się Felix.
– Tak mi się wymskło… ale wali masakrycznie.
Nika zmarszczyła nosek.
– Coś mi to przypomina… – skrzywiła się.
– Ja wolę sobie tego nie kojarzyć z niczym. – Net rozglądał się za karocą, by użyć jej w charakterze kapsuły ratunkowej.
– To jest fotel z naszego salonu. – Felix wskazał skórzany mebel, który wyłonił się z otaczającej ich nieokreśloności. – Starałem się skierować nas do snu mojego taty, bo tam przycisk byłby podłączony, ale dziwnie to wszystko wygląda. No i ten smród…
– Teraz twój tata pracuje, więc… – Net zastanowił się. – Może sen czeka na niego? A ten smród to może wyśniona wczoraj kolacja, którą zapomniał schować do lodówki?
W tym momencie wątpliwości co do właściciela snu zostały rozwiane - zza fotela wyłonił się czarny, kudłaty psi łeb.
– Wszystko jasne! – wykrzyknął Felix. – To sen Cabana! Na ten fotel nie wolno mu wchodzić, więc sobie o tym śni.
– Dlatego nie mogliśmy załapać, o co tu chodzi – dodał Net. – Byliśmy niekompatybilni z psim snem.
Pies podbiegł do nich, ciesząc się jak zwykle i wykonując zwykły taniec radości.
Net patrzył to na Cabana, to na Felixa.
– Jesteśmy we śnie psa? – zapytał. – Powaga? To wyjaśnia smród. Psy lubią takie… klimaty. Ale… sen psa? Zróbmy może coś z tym odorem? Może da się go odeśnić?
– Może za płytko zakopał kość? – podsunęła Nika.
– Ta rasa nie zakopuje kości – wyjaśnił Felix. – Co gorsza, również nie potrafi wyśnić czerwonych guzików…
Teraz otoczenie zaczęło przypominać dom Felixa. Pojawiły się ściany i coś w rodzaju podłogi. Nawet niebo wyglądało jak sufit. Przyjaciele samą swoją obecnością wzbogacali ten świat. Zza kredensu wyjechał mały, gąsienicowy pojazd z napisem „miziobot” na obłej obudowie. Wystawało z niej kilka końcówek. Ich przeznaczenie stało się oczywiste, gdy robot zbliżył się do psa. Zaczął go głaskać i podtykać mu smakołyki.
– Ty to wyśniłeś? – Net spojrzał na Felixa.
– Zdaje się, że tak. Ale trochę niechcący.
Otworzyły się drzwi wejściowe i do domu wszedł tata Felixa.
– Cześć tato! – wykrzyknął Felix. – Jednak to ty! Już myśleliśmy, ze to sen Cabana! Musisz nam pomóc znaleźć czerwony guzik.
Tata popatrzył na Felixa z głupią miną i powiedział:
– Huu… ha! Kabuma.
Przyjaciół zatkało. Tata przeszedł obok nich i nachylił się nad psem. Zaczął go głaskać pod brodą, za uszami i po tłuściutkim zadku.
– Tato?… – Felix był zaniepokojony. – Masz… katar?
– Ha hu mychyrm! – Ojciec wstał, poklepał syna po ramieniu i ponownie zajął się psem.
Drzwi znów się otworzyły i weszła mama Felixa. W dłoni trzymała kilka kabanosów.
– Ho hi hi ho ho! – zawołała na widok przyjaciół i od razu podbiegła do Cabana, podtykać mu kiełbaski, którymi była wypełniona jej torebka.
– Ten smród jest szkodliwy… – Net zaczął się cofać w kierunku drzwi. – Robi coś z mózgiem…
Felix przytrzymał go za rękaw.
– Oni nie są prawdziwi – powiedział wolno. – To Caban ich wyśnił. Dlatego tak się zachowują i nie potrafią mówić. Nikt nie może wyśnić mądrzejszego od siebie.
– Dobrze, że ciebie nie wyśnił… – zauważyła z przejęciem Nika. – Spotkałbyś sam siebie.
– I to głupiego jak pies – dodał Net.
Przyjaciele z niepokojem patrzyli na rodziców Felixa, jakby tamci byli przybyszami z kosmosu. Tata wstał i udał się do kuchni, rzucając po drodze „Harum kurunta. Piponto”. Przyjaciele poszli za nim. Szafki kuchenne zapełnione były psia karmą i najprzeróżniejszymi rodzajami mięs. Mięsa były nadpsute i to one tak cuchnęły. Na workach z karmą było napisane wielkimi literami, ze karma jest robiona ze świeżych, niepasteryzowanych kotów pochodzących wyłącznie z polskich hodowli i nie zawiera konserwantów ani sztucznych barwników.
Tata nasypał do gigantycznej michy zawartość kilkukilogramowego worka i dorzucił na wierzch dwa ochłapy mięsa.
– Poszukajmy guzika, chociaż… – Felix zawahał się – wątpię, by tu był.
Zaczęli przeglądać pomieszczenia, które tylko w ogólnym zarysie przypominały pierwowzór ze strony jawy. Lampy nie były podłączone do kontaktu, ale i tak świeciły; w kuchni brakowało blatów, bo pies miał niżej głowę i na realu nigdy ich nie widział; a wnętrze górnych półek w szafach tylko pachniało jak górne półki. Czerwonego guzika nigdzie nie było. Po kwadransie zrezygnowani usiedli na kanapie w salonie i zagapili się na nadskakujących psu rodziców i robota.
– Z każdym kolejnym snem szanse odnalezienia guzika maleją – stwierdził Felix. – Następnym razem możemy wylądować w śnie chomika… – Wstał i podszedł do rodziców. – Mamo… Tato… Musicie nam pomóc.
Ale rodzice popatrzyli tylko na syna bezmyślnym wzrokiem, mama uścisnęła go, jakby składała mu życzenia i powiedziała „milusokuto”. Felix przecisnął się między nimi i przykucnął przed psem.
– Caban – powiedział poważnym tonem, a pies zapatrzył się w niego w skupionym oczekiwaniu. – Gdzie jest czerwony guzik? Szukaj czerwonego guzika.
– Pogięło cię? – zdziwił się Net.
Pies jednak zerwał się, pomerdał krótkim ogonkiem i pobiegł do kuchni.
Rodzice wyprostowali się i znieruchomieli w oczekiwaniu jak wyłączone automaty. Robot podążył za psem, a gdy ten usiadł przed lodówką, zaczął mu czesać futro na grzbiecie. Przyjaciele weszli do kuchni, Felix przykucnął obok psa i westchnął. Pogłaskał go po głowie i otworzył lodówkę z zamiarem wyciągnięcia jakiegoś psiego przysmaku. Wewnątrz jednak znajdował się tylko jeden talerz z zamontowanym na środku… czerwonym guzikiem.
– Teriery rosyjskie to bardzo mądra rasa – powiedział z uznaniem. Sięgnął po talerz, za którym ciągnął się spiralny przewód, jak od słuchawki telefonicznej.
– Na talerzu? – Net nachylił się nad przyciskiem, który podejrzanie przypominał włącznik alarmu przeciwpożarowego ze snu Stokrotki.
– Psu wszystko kojarzy się z jedzeniem.

Źródło : http://rafalkosik.com
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz 


Skocz do:


Kontakt | Felix Net i Nika | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS